Numery: 55 54 53 52 51 50 49 48 47 46 45 44 43 42 41 40 39 38 37 36 35 34 33 32 31 30 29 28 27 26 25 24 23 22 21 20 19 18 14 13 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01
Lista członków klubu

Numer (52) styczeń 2015

Dziennikarski Opłatek

Najprzyjemniej świętować we własnym gronie. Tak przydarzyło się nam 13 stycznia na Opłatku dziennikarzy seniorów. Przy kawie, herbacie, słodyczach, wysłuchaliśmy sprawozdania z bieżącej działalności i planów na przyszłość oraz krótkiej przemowy kolegi ze Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczpospolitej Polskiej, który zachęcał nas, byśmy i do Stowarzyszenia wstępowali.

Teraz clou programu: dzielenie się opłatkiem, życzenia z serca i wspólne śpiewanie kolęd, do których przygrywał, na organkach, jak zwykle przy takich „muzycznych” okazjach niezastąpiony, nasz Sewer Biegański. Było naprawdę wzruszająco, kto nie przyszedł, niech żałuje. Są jednak i tacy, którzy przyjść nie mogli: koleżanki i koledzy poprzez stan zdrowia zmuszeni pozostawać w domu. I o nich nie zapomniano: życzenia i skromne podarunki zanieśli im przedstawiciele nas wszystkich, ci, co to zawsze pierwsi się wyrywają do takich zadań.

Jak milo w opłatkowym nastroju widzieć znajome, drogie twarze, upewniać się, że „stary dziennikarz i może”, jak to, zdaje się, pisał Hemingway. Do następnego Opłatka, Kochani!

(mik)

Jubileusz 90-lecia Genowefy Schefflerowej

W połowie stycznia 2015 r. delegacja naszego Klubu Dziennikarzy Seniorów odwiedziła naszą najstarsza aktualnie członkinię – Genowefę Schefflerową, która długie lata pełniła obowiązki sekretarki Oddziału Poznańskiego Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich (SDP), a więc towarzyszyła nam w naszej pracy zawodowej oraz w rozwiązywaniu codziennych spraw życiowych. Swą pracę zakończyła po wprowadzeniu stanu wojennego, gdy Stowarzyszenie zostało zawieszone. Odbyło się to w bardzo nieprzyjemnych dla niej okolicznościach, bowiem w pokoju w którym pracowała dokonano rewizji, zabrano dokumentację, a jej kazano opuścić pomieszczenie w gmachu przy ul. Grunwaldzkiej 19. Mimo to pracowała jeszcze 3 lata w nowo powołanym Stowarzyszeniu Dziennikarzy RP. Obecnie jest na emeryturze.

W trzypokoleniowej rodzinie (Genia mieszka obecnie z córką na os. Jana III Sobieskiego i jest już prababcią) czuliśmy atmosferę serdeczności i typowej poznańskiej gościnności, gdy odwiedziliśmy ją w trzyosobowym składzie: Zofia Dohnke, Barbara Kiełkiewicz i Seweryn Biegański.

Z okazji obchodzonego jubileuszu 90-cia wręczyliśmy Dostojnej Jubilatce postument wykonany w drewnie z odpowiednią dedykacją i dużym piórem. Ma ono jakby symbolizować całą brać dziennikarską. Pamiątka ta została wykonana przez naszego kolegę Kazimierza Rafalika.

Przy kawie, herbacie i ciasteczkach popłynęły wspomnienia. Dowiedzieliśmy się, że pierwszy Zespół Starszych Dziennikarzy powstał w Warszawie, jeszcze przed początkiem transformacji ustrojowej, bo w 1978 roku. W Poznaniu natomiast - trochę później, a założycielem był Henryk Śmigielski. Padały też nazwiska pierwszych prezesów, m. in. Zdzisława Kandziory, Józefa Tułasiewicza , Witolda De Mezera. Z tym ostatnim umawiałem się na partię szachów. W tej grze był on bardzo dobry. Niestety, nie zdążyliśmy jej rozegrać. Witold zmarł nagle, niespodziewania. Takie są losy nas, starszych dziennikarzy…

Seweryn Biegański

Był wśród nas – wspomnienie o Tomaszu Dymaczewskim

Każdy, kto Go wspomina, od razu widzi wysokiego, przystojnego blondyna o spokojnej twarzy. W redakcji, gdzie często wybuchały słowne pojedynki, ogniste spory, nieporozumienia podżegane rywalizacją, Tomek był tym, kto je gasi, łagodzi, prowadzi do kompromisu.
Nigdy nie obnosił się z funkcją, potrafił jednocześnie dogadywać się z kierownictwem, do którego należał, jak i z kolegami - podwładnymi. Młodszy od piszącej te słowa, miał u nas, starszych, autorytet. Przy określonym wydaniu Tomek sprawował władzę – to wydawało się oczywiste. Czy pracę na wysokich nieraz obrotach i godzenie redakcyjnego ognia z wodą nie przypłacał zdrowiem? Bóg jeden wie. Szczególnie w pierwszym okresie działania „Dziennika Poznańskiego” stresów nie brakowało.

Wierzyć się nie chce, że Tomka już nie ma na tym padole, podobnie jak np. Zdzisia Narbuntowicza. Za młodzi byli, żeby odchodzić. Będziemy pamiętać o Tobie, Tomku. Byłeś przecież nie tylko godną tego postacią, ale i częścią naszej historii, nas samych.

(mik)

Nienajgorszy początek

22 stycznia zainagurowaliśmy w "Monidle" spotkania naszego "Ćwiatrkowego", nieformalnego (to modne) zespołu w 2015 roku. Zaczęło sie skromnie – trzy osoby siedziały w kąciku, przy kwadratowym stole. Ale nagle naszych "dinozaurów" zaczęło przybywać, stół zaczęto przedłużać, aż zajął całą szerokość sali.

Każdy nowoprzybyły zaczynał swój pobyt od zmagania z nieczęsto spotykanym gadżetem, który przyniósł i zademontrował doskonałe wygimnastykowanie przegubu ręki, godne profesjonalnego tenisisty, Bogusław Dickert. Była to kulka trochę mniejsza od piłki tenisowej, która, wprawiona w ruch pociągnięciem sznurka i później odpowiednio poruszana w dłoni, świeciła wieloma kolorowymi diodami. Wielu próbowao ten efekt osiągnąć, ale nikt nie był w stanie dorównać włśccielowi tej, podobno dobrze ćwiczącej mieśnie, zabawki.

W miarę, jak sół się wydłużał, rozmowa z ogólnej zmieniła sie w panelową. Mnie przypdło być w panelu medycznym, więc dykutowaliśmy o chorobach serca. Największe tuzy – Andrzej Niczyperowicz, Stefan Mroczkowski czy Kazimierz Rafalik stworzyli spontaniczny panel kulturalny, dochodząc, jak zwykle, do tego samego mwniosku, że za PRL-u artystom żyło się lepiej, niż dziś.

Wszyscy martwiliśmy się, że Ryszard Podlewski wciąż utrzymuje z nami łącznośc tylko mailową, a na spotkania jeszcze nie dociera. Mamy nadzieję, ze z wiosną przybędzie Mu sił, bo ochoty na wizytę w "Monidle" napewno Mu nie brakuje.

Ponieważ okazało się, że w sąsiedniej sali Kazimierz Rafalik wystawia właśnie swoje najwcześniejsze rzeźby – jeszcze z kory drzewnej, a nie z metalu – urządziliśmy tam mały wernisaż. Na pierwszy rzut oka wydaje się, że autor pozostał wierny swemu postrzeganiu bryły, choć znaznie rozbudował niuanse, tworząc wspólcześnie rzeźby podobne do tamtych w duchu, ale znacznie bardziej zniuansowane.

W końcu gramialnie (ci, co należą) postanowiliśny wziąć udział w zebraniu SDRP, bo trzeba naszą organizację ratować.

Ja zaś, licząc na pomoc Andrzeja Radwańskiego, który tym razem miał co innego do rboty i nie dotarł do "Monidła", zabrałem tylko aparat fotograficzny z obiektywem "Fisheye". Stąd trochę inny, niz zwykle wygląd zdjęć.

Jan Kurek

Copyright 2008-2015 by LT Media Net