Numery: 55 54 53 52 51 50 49 48 47 46 45 44 43 42 41 40 39 38 37 36 35 34 33 32 31 30 29 28 27 26 25 24 23 22 21 20 19 18 14 13 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01
Lista członków klubu

Numer (43) styczeń 2014

Spotkanie noworoczne

Stoły ustawione w podkowę, nakryte białymi obrusami, orzechy, ciasteczka, kawa lub herbata. Na talerzykach opłatki. Oto sceneria  przygotowana na to Spotkanie. Nastrój odświętny, a niezwykłość chwil potęgowała obecność uśmiechniętego Gospodarza ODK "KRĄG"  Janusza Hellera. Frekwencja dobra i aż dwie Koleżanki przy stole! Inne przekazały pozdrowienia i usprawiedliwienia, ale przecież zima i warunki podróżowania z różnych zakątków Poznania bardzo trudne. Ślisko.

Zaczyna pracę Skarbnik Klubu Dziennikarzy Seniorów - Józef Mozio, wszyscy obecni płacą składki. Nadchodzi Jubilat - wyróżniony ostatnio przez Klub z okazji 75 urodzin Kazio Rafalik, uprzedza prezesa, że ma dla Kolegów niespodziankę w postaci 2 butelek czerwonego wina...! Na razie tajemnica. Ujawnimy później. Dzwonek działa, zachęceni do rozpoczęcia Spotkania od życzeń wszyscy ruszają z opłatkiem wkoło. Życzenia pełne optymizmu  na pierwszym miejscu ZDROWIA!  A najlepiej: "Zdrowia, Zdrowia i jeszcze raz... Pieniędzy! Wino nalane do kielichów i toast z Gospodarzem, który wraca do swoich zajęć. My omawiamy nasze sprawy organizacyjne, o które dba skrupulatnie wiceprezes Antoni Antkowiak. Ustalamy, że na Spotkaniu lutowym będzie druga część opowieści o planach urbanistyczno - budowlanych Biur Projektów i pokaz planów wirtualnych. Na tę atrakcję wszyscy czekają niecierpliwie i z nadzieją, zaś Jan Kurek - organizator "projektu", jak się to dzisiaj powszechnie mawia w mediach, zapewnia, że prelegenci już potwierdzili,  że są  gotowi przybyć w drugi wtorek lutego o 14.30. Teraz rozmowy na tematy: kto wie jak się czują nieobecni? Są sygnały, że z wiosną być może zjawi się także Nina Stengert, która ćwiczy pod kierunkiem doskonałego rehabilitanta i robi postępy... Kolega Biegański przypomina, z okazji wspominania Kolegi Grzegorza Sporakowskiego i Jego przedwczesnego odejścia na "drugą stronę błękitu" , innych "Naszych Drogich Nieobecnych", których jest przerażająco wielu. Potem gra na ich cześć stosowną melodię, na swojej "przenośnej fisharmonii". Zdjęcia są, można więc zobaczyć niektóre momenty tej uroczystości, którą zilustruje , jak zwykle Jan Kurek.

Notował prezes Ryszard Podlewski

Pożegnaliśmy Grzegorza Sporakowskiego

W niedzielę, 12 stycznia 2014 r. zmarł nagle w wieku 63 lat, nasz Kolega Grzegorz Sporakowski. Stało się to w porze południowej drzemki: gdy Jego żona przyszła Go budzić na obiad – już nie żył; śmierć nastąpiła w wyniku pierwszego i ostatniego, niestety, zawału. Wiadomość bolesna - dla rodziny wprost niewiarygodna. Również dla nas, grona Jego przyjaciół i byłych najbliższych współpracowników spadła jak grom z jasnego nieba.

Miałem osobiście możliwość poznać Go w czasie kilkuletniej pracy w redakcji „Gazety Poznańskiej”, do której trafił w 1974 roku, jako absolwent Instytutu Geografii UAM. Już w okresie studiów zdradzał skłonności do pisania; był jednym z członków pierwszego Studenckiego Klubu Dziennikarzy w Poznaniu.

Pracę w „Gazecie Poznańskiej” rozpoczął w tym właśnie roku. Przeszedł oczywiście szybkie przeszkolenie, pracując w działach informacyjnych . Nie ominął również działu rolnego, w którym ze szczególnym zaangażowaniem zajmował się rybactwem śródlądowym. Zaliczył też praktykę w oddziale terenowym w Koninie. W języku redakcyjnym nazywaliśmy te pracę „zsyłką”. Najdłużej jednak zdobywał doświadczenie w redakcji nocnej jako redaktor techniczny. Charakter tej pracy wymagał znajomości podstawowych zasad techniki drukarskiej, których przecież nie mógł zdobyć, studiując geografię. Będąc człowiekiem ambitnym – zdecydował się podjąć studia zaoczne w Instytucie Dziennikarstwa w Warszawie.

Tak się złożyło, że miałem okazje pracować z Grzesiem właśnie w redakcji nocnej – On jako redaktor techniczny, ja - redaktor depeszowy. Swoją prace wykonywał sumiennie, utrzymując koleżeński, ale też pryncypialny kontakt z drukarzami. Zasadę dobrej współpracy z załogą drukarni i z korektą starałem się Mu wpajać na każdym wspólnym dyżurze. W sytuacjach trudnych, gdy gonił czas i groziło spóźnienie – zdradzał pewne objawy nerwowości; wówczas przeprowadzało się uspakajającą rozmowę, co rozładowywało napięcie. A tych w tej pracy nie brakowało jak choćby sławetna „sprawa dydolowa”. Na czym ona polegała – starsze koleżanki i starsi koledzy dziennikarze wiedzą. W każdym bądź razie cala załoga redakcji nocnej była na tę okoliczność indagowana przez wiadome służby… Od siebie dodam, iż rola redaktora technicznego nie była łatwa, bowiem to właśnie on musiał mieć oczy otwarte, przeglądając tak zwaną sygnałówkę i kładąc swój podpis, który był równoznaczny z decyzją: można drukować! Godzi się też wspomnieć aktywny udział Grzegorza w tworzeniu szóstego wydania „Gazety Poznańskiej”, który zasilał to wydanie swoimi fraszkami oraz felietonami podpisywanymi pseudonimem - Wincenty Prysznic.

Droga zawodowa i także życiowa Grzegorza nie była usłana różami. Po pamiętnym 1989 roku, gdy decyzją Komisji Likwidacyjnej RSW „Gazeta Poznańska” została sprzedana Wojciechowi Fibakowi, grupa dziennikarzy niezadowolonych z tej decyzji opuściła redakcję na czele z Konradem Napierałą. Wśród nich był też Grzegorz Sporakowski, a także 12 innych kolegów i koleżanek. Było to dla zespołu poważne osłabienie, ponieważ na placu boju została stara gwardia, a więc koleżanki i koledzy, którzy chcieli doczekać się zasłużonej emerytury pracując nadal w „Gazecie Poznańskiej”. Grupa Konrada Napierały dość długo przygotowywała się do wydania nowego (a raczej przedwojennego) tytułu, czyli „Dziennika Poznańskiego”. Jego pierwszy numer ukazał się w październiku 1991. W marcu 1992 r. dwójka b. dziennikarzy „Gazety” wróciła na Grunwaldzką 19. Grzegorz najpierw pracował w dziale terenowym, a Piotr Kurek został depeszowcem w dzienniku Oficyny Wydawniczej „Głos Wielkopolski. Dyrektorem i zrazem redaktorem naczelnym był Marek Marian Przybylski. Po rotacjach kadrowych również i ja znalazłem się w zespole „Głosu” i przez krótki okres czasu znów stanowiliśmy parę; Grzegorz był depeszowcem, a ja - redaktorem technicznym. Przedtem moją parą jako depeszowiec był Tadeusz Kaczmarek: przed zmianami kierownictwa był zastępcą redaktora naczelnego „Głosu”. W 1994 r. (dokładnie z dniem 30 września) przeszedłem na emeryturę, a Grzesiu pracował nadal na depeszach, a potem w dziale terenowym. Wrócił do swoich zainteresowań związanych z wykopaliskami archeologicznymi, zamieszczając na łamach gazety. Tu również doczekał się stażu emerytalnego.

Seweryn Biegański

Pożegnanie Grzegorza Sporakowskiego

Pogrzeb Grzzegorza Sporakowskiego odbył się w piątek, 17 stycznia na cmentarzu Górczyńskim. Urnę z prochami Zmarłego złożono w grobowcu rodzinnym, w trakcie świeckiej ceremonii pogrzebowej.
Wśród obecnych na cmentarzu licznych Jego znajomych, kolegów i przyjaciół znaleźli się też członkowie Dziennikarskiego Klubu Seniorów, do którego redaktor Sporakowski należał od niedawna, gdyż dopiero rok, czy dwa lata temu przeszedł na emeryturę.

Natura czasem bywa nieprzewidywalna. Tym razem z naszego klubowego grona odszedł najmłodszy z członków DKS. Miał zaledwie nieco ponad 60 lat. My, którzy przyszliśmy asystować Mu w Jego ostatniej drodze, legitymujemy się metrykami, które sięgają lat trzydziestych ubiegłego wieku, Grzegorz Sporakowski zaś urodził się w roku 1950.
Na zebraniach klubowych często mówił nam o planach, jakie snuł na spokojną i długą emerycką przyszłość.

Nagle, na noworocnym spotkaniu dowiedzieliśmy się, że już nigdy nie przyjdzie ani do "Kręgu", ani do "Monidła". Z początku nikt nie chciał w to uwierzyć. Niestety, ta zaskakująca, a równocześnie przygnębiająca wiadomość była prawdziwa.

Jan Kurek

Pierwszy, mroźny Ćwiartek

Styczniowy "Ćwiartek" w "Monidle", na który uczestnikom przyszło długo czekać (od listopada ub.r.) zbiegł się z kulminacją mrozów poprzednio dość łagodnej zimy. Mimo, że było ślisko i termometr wkazywał nieco poniżej -10 stopni, większość uczestników dobrnęła szczęśliwie na miejsce. Jedynie nasz prezes, Ryszard Podlewski, spędził czas, w którym trwało spotkanie na przystanku, czekając na autobus. Jak zwykle, zatrzymywały sie tam liczne pojazdy, tylko tego potrzebnego nie było.

Brak prezesa odbił się wyraźnie na liczbie zamówionych "piesków". Zabrakło dobrego przykładu, a poza tym co niektórzy przyjechali samochodami, więc pod tym względem spotkanie nie należało do najbardziej udanych.

Ponieważ tym razem wyznaczono nam miejsca przy dużym stole, rozmowa straciła swój ogólny charakter. Utworzyło się kilka grupek, zawzięcie dyskutujących głównie o pogodzie. Były też tematy bardziej specjalistyczne. Osobiście tak mocno wdałem sie w roztrząsanie spraw fotograficznych, że nie bardzo umiem powidzieć, o czym mówiono tuż obok.

Niestety, na to żywe i ciekawe zebranie padł cień śmierci. Nie sposób było nie wspomnieć o dwóch uczeestnikach monidlanych "Ćwiartków", którzy zmarli po listopadowym zebraniu – o Ryszardzie Daneckim i Grzegorzu Sporakowskim. Uczciliśmy ich pamięć powstaniem i chwilą ciszy. Myślę, że bez nich "Ćwiartki" już nie będą takie, jak dotychczas. Z czasem ta luka się wypełni, ale na razie jest dotkliwa.

Kolejne spotkanie w "Moidle" w czwartek, 27 lutego, oczywiście o czwartej.

Z upoważnienia Prezesa i w Jego zastępstwie
Jan Kurek

Copyright 2008-2015 by LT Media Net