Numery: 55 54 53 52 51 50 49 48 47 46 45 44 43 42 41 40 39 38 37 36 35 34 33 32 31 30 29 28 27 26 25 24 23 22 21 20 19 18 14 13 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01
Lista członków klubu

Numer (31) listopada 2012

Ostatnia droga Janusza Marciszewskiego

Dzięki uprzejmości red. Kazimierza Rafalika, który udostępnił nam swoje zdjęcia z pogrzebu Jania Marciszewskiego możemy Państwu zademonstrować kilka obrazów ilustrujących to wydarzenie.

Pogrzeb odbył się w poniedziałek, 19 listopada, na cmentarzu Junikowskim. Jak widać, dziennikarze licznie przybyli aby odprowadzić swego nestora na miejsce wiecznego spoczynku.

Nieprzyjemnym zgrzytem był jednak brak najskromniejszej choćby asysty wojskowej, która bezwzględnie powinna uczestniczyć w pogrzebie jednego z ostatnich w Poznaniu żołnierzy II Korpusu WP generała Andersa.

Pogrzeb Jana Ziarko

27 listopada na cmentarzu parafii Bożego Ciała przy ulicy Bluszczowej pożegnaliśmy zmarłego przed kilkoma dniami naszego wieloletniego kolegę z Dziennikarskiego Klubu Seniora, Jana Ziarko. Był najstarszym członkiem naszego Klubu , gdyż urodził się w roku 1920 - a więc dożył 92 lat.
W pogrzebie, oprócz licznie zgromadzonej rodziny zmarłego wzięła też udział znaczna grupa dziennikarzy, szczególnie związanych z radiem i tematyką rolną, w której to dziedzinie Jan Ziarko się specjalizował i osiągał znaczne sukcesy.
W imieniu Dziennikarskiego Klubu Seniora i całego środowiska dziennikarskiego pożegnał Jana Ziarko nasz klubowy kolega, redaktor Józef Mozio.

Spotkanie ze Stefanem Mroczkowskim

W bardzo miłej atmosferze odbyło się Spotkanie ze znanym poznańskim Reżyserem Telewizji Poznań - Stefanem Mroczkowskim w Osiedlowym Klubie "KRĄG" na Łazarzu. Przy pełnej sali gość przedstawiał mikro - fragmenty swego ogromnego dorobku. Zachowały się nieliczne kawałki filmów czarno - białych, wykonywanych tradycyjną metodą na taśmach filmowych i te robione już także nowoczesnym sprzętem elektronicznym. Zwłaszcza starsi widzowie ze wzruszeniem oglądali urywki licznych cykli rozrywkowych, poetyckich i muzycznych, z których najdłużej prezentowanym w programie ogólnopolskim był "Alfabet Rozrywki". Mroczkowski znalazł preteksty realizacji do kolejnych odcinków, umieszczając je pod różnymi hasłami. Był więc np. jeden z nich pt. ...M-jak Miłość ( sic.!), W- jak Western, a wszystko kipiało pomysłami wplatania piosenek, tańca i skeczy, wierszy i pięknych kobiet, zaskakujących strojów i sytuacji. Ten swego rodzaju kalejdoskop przypomniał wielu aktorów poznańskich, piosenkarzy, ukazywał projekty scenografii i kostiumów w sytuacjach niezwykle oryginalnych i żywych. W montażu dorobku Mroczkowskiego, którego dokonała świetna w swym fachu Róża Wojta, zobaczyliśmy aktorów do dziś czynnych  jak Sława Kwaśniewska, Tadeusz Wojtych, czy Janusz Rewiński, i wielu, którzy już odeszli. Ciekawostką był epizod grany przez Mariana Pogasza - późniejszego "Starego Marycha'' w roli elokwentnego sprzedawcy na Rynku Łazarskim. Pogasz posługiwał się gwarą poznańską, a tekst napisał znakomity Stanisław Strugarek. Pogasz stworzył takiego "fachurę", że zgromadzeni gapie, nie zauważywszy operatorów filmowych utworzyli prawdziwą kolejkę klientów po zachwalane "ustrojstwo", którego w rzeczywistości... nigdy nie było!  Fragmentów programów było wiele, bo obrazowały aż 25 lat twórczej pracy Stefana-" Kota" - Mroczkowskiego, jak nazywali Go bliscy koledzy. Widzieliśmy więc i "Gwiazdozbiory" i recitale gwiazd piosenki polskiej i obcej, i "Pory roku", 'Rewie Targowe", a wreszcie montaże poetyckie i muzyczne. Nieprzebrane bogactwo ocalało zaledwie w nikłych szczątkach, ale i tak przypomniane nam sceny, pokazały oszałamiający warsztat Artysty, który miał jakże  wysoką markę na rynku ogólnopolskiej, telewizyjnej rozrywki. Zakończył te wszystkie cykle programów  Stefana Mroczkowskiego  ten, który on, przed przejściem na "stypendium ZUS", nazwał: "Kanał 5", już w pełni kolorowy i dźwiękowy. Poznaliśmy przy okazji tego wieczoru "ze szczątków archiwalnych", możliwości i trud całej licznej rzeszy : realizatorów, operatorów, pracowników technicznych i obsługi studia,  których trudne zadania i wymagania "dobrej roboty" Mistrza Stefana nie przerażały, a wręcz mobilizowały i cieszyły. To były lata!    Potem nadszedł okres, kiedy z Telewizji Poznańskiej powoli i nieodwracalnie znikały programy kulturalne i literackie, rozrywka i muzyka, a instytucja PTV,  zamieniła się właściwie jedynie w filię lokalną, przekazu informacji dla Poznania i Warszawy.. Szkoda, bo baza dla czegoś więcej istnieje nadal w ambitnych środowiskach twórczych miasta, będącego stolicą dumnej i bogatej Wielkopolski - Poznania. Imprezę jakże trafnie, bo w cichą, ale przecież... 55 Rocznicę powstania TV Poznan(!)  zorganizowały wspólnie : Stowarzyszenie Dziennikarzy R.P. i "KLUB Osiedlowy KRĄG". I chwała im za to, bo historia TV to ważny fragment naszej kulturalnej tożsamości.

Ryszard Podlewski - Prezes " Klubu Dziennikarzy Seniorów" w Poznaniu.

Seniorzy wspólnie ze studentami

Listopadowe spotkanie Dziennikarskiego Klubu Seniora rozpoczęło się smutnym akcentem: minutą ciszy uczczono pamięć zmarłego seniora dziennikarzy wielkopolskich, członka DKS – red. Janusza Marciszewskiego, wieloletniego dziennikarza prasy poznańskiej i szczecińskiej.

Przewodniczący DKS – red. Ryszard Podlewski zaprezentował zebranym kilka nowych wydawnictw, które ukazały się w związku z XXX Poznańskim Listopadem Poetyckim, a także publikację redakcji „Naszej Wielkopolski” o 100 najwybitniejszych Wielkopolanach. Poinformował też o zapowiedzianym na 7 grudnia benefisie red. Marii Stengert – pisarki i dziennikarki, członkini DKS.

Członek DKS, a zarazem przewodniczący Zarządu Wielkopolskiego Oddziału Stowarzyszenia Dziennikarzy RP- red. Tomasz Dymaczewski zaprezentował zebranym wydany przez ten oddział kalendarz na rok 2013.

Przed rozpoczęciem prezentacji fragmentów programów telewizyjnych autorstwa Stefana Mroczkowskiego red. Tomasz Dymaczewski wręczył legitymacje członkowskie siedmiu młodym dziennikarzom, którzy wstąpili do SDRP.

Wspomnienie o Janie Ziarko

W dniu 20 listopada zmarł red. Jan Ziarko – wieloletni dziennikarz Polskiego Radia w Poznaniu.

Jan Ziarko urodził się 3 maja 1920 roku w Adamowie w województwie kieleckim. Dzieciństwo o wczesną młodość spędził w tym regionie kraju. W 1952 roku podjął pracę w Redakcji Rolnej Polskiego Radia w Poznaniu jako dziennikarz – sprawozdawca. Pracował w tej redakcji przez 28 lat, aż do przejścia na emeryturę z końcem 1980 roku.

Był autorem wielu audycji o rolnictwie i wsi wielkopolskiej. Prowadził systematycznie cykl audycji p.t. „Radiowa agronomówka” a także współtworzył bardzo popularną w zachodniej Polsce codzienną audycje dla słuchaczy wiejskich p.t. „Czas dobrych gospodarzy”. Organizował liczne spotkania rolników z naukowcami i specjalistami różnych dziedzin rolnictwa.

ako członek Klubu Publicystów Rolnych współorganizował sesje szkoleniowe dla dziennikarzy, zajmujących się problematyką wsi i rolnictwa.

Red. Jan Ziarko został uhonorowany licznymi odznaczeniami i wyróżnieniami, m.i. Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, Złotym Krzyżem Zasługi, medalami jubileuszowymi Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, Komitetu ds. Radia i Telewizji, Za zasługi w rozwoju województwa poznańskiego.

Po przejściu na emeryturę był współtwórcą i jednym z pierwszych członków Zespołu Starszych Dziennikarzy SDRP, funkcjonującego obecnie pod nazwą Dziennikarskiego Klubu Seniora.

Był serdecznym, życzliwym, lubianym przez wszystkich Kolegą.

Cześć jego pamięci!

Ćwiartek wspomnieniowy

Prawdę mówiąc nie wielu z obecnych na tym szczególnym spotkaniu w ostatni czwartek nie liczyło na taką frekwencję. Tymczasem nie starczało dla naszych Kolegów ani stołów, ani foteli i krzeseł! Kiedy zapowiadałem na facebook'u konieczność powspominania naszego Druha Serdecznego, - Nestora Seniorów - Janusza  Marciszewskiego, powtarzałem na wtorkowym zebraniu Klubu Seniorów i w czasie pogrzebu na Junikowie, jako Prezes Seniorów Dziennikarskich, nie bardzo wierzyłem, że w  3 dni po pogrzebie, taki będzie skutek. Ale to osobowość Jania skłoniła Kolegów do tak licznego ( i głośnego), przybycia do "Monidła". Na stole ustawiono duże zdjęcie portretowe "Naszego Drogiego Nieobecnego", znalazły się i inne zdjęcia z imprez Seniorów z udziałem "Jania", przypomniałem, że to właśnie z Nim, piszący te słowa, uparł się, by czwartkowe, nieoficjalne, towarzyskie pogwarki, zlokalizować w "Monidle", a potem nazwać tajemniczo "ĆĆĆ", żeby w nazwie kryły się zarówno i dzień jak i godzina wydarzenia. Ot, tak dla ułatwienia, na wspomożenie pamięci. W "Peanie na cześć..." pisałem tak:
"Jest tu atmosfera, co sprzyja pogwarkom,
więc ja "pean" piszę na chwałę "Ć- Ćwiartkom",
-Nie chcesz piwa - Spróbuj więc "Wściekłego psa",
lecz - UWAGA! ...ostry, bo swoją moc ma!!!
Specjalność Zakładu, na słabość naraża,
miast gryźć... odchudza - kieszeń dziennikarza!
   Janio wspominał o tym zresztą w swojej autobiograficznej książce.
Jak można było zatem najgodniej uczcić Nestora? Oczywiście... Opowieściami, anegdotami, historyjkami z Jego udziałem, które sypały się jak z rękawa. Bo Janiu to był KTOŚ. Miał życie długie i dzięki swej naturze urozmaicone i niezwykłe. Zawsze pogodny, rozmowny, pełen ciekawości ludzi i świata, zwolennik wyjazdów na Kresy, o których opowiadał zajmująco, wypraw w dziennikarskim gronie do różnych miejsc w Wielkopolsce, a zagranicę np. do Turcji, gdzie w Hotelu Santana znalazł wygodne miejsce wypoczynku i pogawędek. A my Seniorzy nie uważalibyśmy tego Spotkania na ĆĆĆ za  w a ż n e  bez wychylenia toastu, za pamięć o Nim, którego obecność zresztą odczuwaliśmy, tak zwanego "wściekłego psa". "Perswadowaliśmy "więc po staropolsku w Jego ręce, unosząc miniaturowe kieliszki właśnie w kierunku Jego konterfektu. I wiemy, z całą pewnością, że nasze pozdrowienia, z uśmiechem, przyjął. Jesteś z nami nadal, i będziesz, tak długo dopóki najmłodsi z Twoich Kolegów dziennikarzy pamiętać będą Twoją Twarz, Głos i Pogodę. Bywaj Druhu Januszu !

 

Ryszard   Podlewski - obecny Prezes Klubu Dziennikarzy Seniorów - "KRĄG"

      

Janusz Marciszewski („Janio”)

Odszedł tak jakoś nagle, jakoś po cichu. Nie chciało się wierzyć, bo przecież dopiero co przychodził na nasze tradycyjne, wtorkowe spotkania do Klubu na Dmowskiego i na czwartkowe do Monidła Ale jak gdyby nas już do tego przygotowywał. Już nie zamawiał „psa”, już nie opowiadał kawałów.

No i stało się. .Posypały się wspomnienia. Chciałbym do nich dołączyć przywołując w pamięci epizody, może błahe, ale dla mnie w jakiś sposób znamienne.

Było to w Tunezji w roku 1996. Spedzaliśmy tam wakacje w grupie 7 poznańskich dziennikazy. Pewnego razu we dwójkę z Anuszem wybraliśmy się pieszo z Soussy gdzie był nasz hotel, do El.-Kantoui. Zamierzaliśmy tam zwiedzić sławny port jachtowy. Do tej największej w Tunezji mariny szliśmy szosą bo przejście plażą było mocno utrudnione ze względu na zalegające nieraz aż do wody głazy. Spacer był dosyć uciążliwy z powodu upału. Nie wiem jak to się stało, że zaraz po starcie Janusz zaczął opowiadać o swoich wojennych przeżyciach. Szliśmy kilka kilometrów, pod prażącym słońcem, ale nie odczuwałem znużenia, albowiem ssłuchałem opowieści o bardzo dramatycznych przeżyciach. Dotyczyły kilkakrotnych ucieczek z miejsc, na terenie Niemiec, gdzie został wywieziony na roboty przymusowe, poprzez Szwajcarię i Francję do polskiego wojska we Włoszech. Słuchałem tych opowieści tak jakbym oglądał sensacyjny film przygodowy. To była zima 1945 roku, droga wiodła przez góry, lasy i rzeki. Dwukrotne próby ucieczki zakończyły się niepowodzeniem i ponownym zamknięciem w więzieniu lubi obozie pracy. Za trzecim razem ucieczka się udała i nasz Janusz znalazł się w 2. Korpusie wojsk generała Andersa, gdzie uzupełnił wykrwawiony 12 Pułk Ułanów :Podolskich

Te przeżycia pod koniec życia opisał. Wcześniej jednak niezbyt chętnie o nich opowiadał. Dla mnie to było odkrycie innego Janusza. Zapalonego, podnieconego, mówiącego z zapałem, jakby ponownie przeżywającego swoje wojenne przeżycia. A że opowiadać potrafił to wiemy wszyscy, którzy go znali Wtedy jednak opowiadał inaczej niż zwykle. To były opowieści człowieka, który miał w sobie ładunek emocji, walki o przeżycie, upartego dążenia do wolności

W inny sposób odcisnął się w moim życiu Janusz w latach 60-tych, gdy znalazłem się w małej ekipie dziennikarzy towarzyszących oficjalnej wizycie państwowej, przedwodniczącego Rady Państwa, marszałka Mariana Spychalskiego w Mongolii. To była moja pierwsza podróż takiej rangi, mocno denerwująca, albowiem znalazłem się w tym gronie jako jedyny dziennikarz spoza Warszawy. .Nigdy jeszcze nie towarzyszyłem wizycie na tak wysokim szczeblu. Nie wiedziałem jak się przygotowac, co ze soba zabrać. Pomógł Janusz. – Ty przedewszystkim zabierz maszynę do pisania. –Ale jaką, mam takiego grzmota, ważącego z pięć kilogramów. – Skad, to musi być maszynka lekka i mała, taka walizkowa. Ja taką mam i ci pożyczę W Ułan Bator okazało się, że jedynym sposobem dostarczania do kraju korespondencji było radio (zreszta wojskowe). A dla nas było tylko jedno łącze. No więc wieczoczorami ustawiało się do tego radia kolejka, było dużo nerwów, bo każdy chciał być pierwszy. Było jeszcze łącze teleksowe, ale tam trzeba było przedstawić tekst napisany na maszynie. Maszynistka dobrze wyszkolona z łatwoscia.mogła przekazać tekst napisany po polsku , nie rozumiejąc ani słowa. I wtedy nagle ten pętak z Poznania stał się pierwszym wśród ważniaków z Trybuny Ludu, Życia Warszawy, Polskiej Agencji Prasowej i Polskiego Radia To do mnie teraz zaczęli się łasić ci ważniacy, którzy przedtem traktowali mnie bardzo z góry. No bo któż to jest ten poznaniak, o którym nikt nic nie wiedział. Oczywiście użyczałem, ale i tak moje korespondencje były w Polsce pierwsze (oprócz radiowych) Tę wielką satysfakcję zawdzięczam Januszowi, który zawsze pomagał gdy była okazja.

Na koniec nie mogę się powstrztymać od opowiedzenia anegdoty, do której Janusz niechętnie się przyznawał. Otóż w latach 40—tych krótko działala w Polsce organizacja pod skrótem YMCA. Była to amerykańska organizacja młodzieży chrześcijańskiej. Tworzyła kluby, z których jeden mieścił się w Poznaniu, w jednej z pieknych willi przy ul Mickiewicza. Byłem wówczas uczniem liceum Marcinkowskiego, popularnego Marcinka, Stamtąd do klubu YMCA było parę króków, więc po lekcjach lubiliśmy tam zagladać. Nasz podziw wzbudzał wysoki, postawny mężczyzna, chodzący w nimbie żołnierza 2.Korpusu, który po angielsku śpiewał amerykańskie przeboje, ogromnie u nas popularne.. Jak dziś widzę go jak stojąc śpiewa piosenke mającą końcówke Hej babariba, co następnie słuchacze powtarzalu chórem: hej babariba.

Cóż, Janusz był dobry do wszystkiego: zabawy, wypitki, ale i do zupełnei poważnej roboty w gazetach i organizacjach. Ale o tym niech już piszą inni.

 

Mieczysław Skapski

Wojenna wigilia

W 2009 roku na opłatkowym spotkaniu Dziennikarskiego Klubu Seniorów Janio zgodził sie nagrać swoje wspomnienia o wojennych wigiliach. Oto fragment tego nagrania.

Get the Flash Player to see this player.
Copyright 2008-2015 by LT Media Net