Numery: 55 54 53 52 51 50 49 48 47 46 45 44 43 42 41 40 39 38 37 36 35 34 33 32 31 30 29 28 27 26 25 24 23 22 21 20 19 18 14 13 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01
Lista członków klubu

Numer (03) wrzesień 2008





Letnia przerwa w wydawaniu naszej gazetki zaowocowała narośnięciem różnych zaległości. Dlatego są w niej komunikaty SDRP z czerwca, których wcześniej nie było okazji zamieścić. Ale myślę, że są one istotne dla ogólnego obrazu działalności Stowarzyszenia.

My po raz pierwszy po wakacjach spotkaliśmy się na naszym "Ćwiartku", w "Monidle". Nie było nas wielu - w sumie pięć osób. Mam nadzieję, że z czasem frekwencja na tych nieoficjalnych towarzyskich spotkaniach wzrośnie, bo odznaczają się one bardzo miłą, niewymuszoną atmosferą. Tym razem oprócz osób, widocznych na zdjęciu był tam również Ryszard Podlewski, ale to on fotografował i w rezultacie nie został na pamiątkowej fotografii umieszczony.

Spotkanie Klubu odbyło się 9 września. Było obecnych 13 osób. Program zebrania był absolutnie nieoficjalny, mówiliśmy o swoich wrażeniach z wakacji. Na pewno brakowało nam opowieści Ryszarda Podlewskiego o jego dwumiesięcznym pobycie w Stanach Zjednoczonych, a szczególnie o wrażeniach z najstarszego Parku Narodowego na świecie, z Yellowstone. Zapewne wysłuchamy tej opowieści na następnych zebraniu, w październiku, lub listopadzie. Na razie zamieszczamy poświęcone tej podróży felietony Rysia.

Następne zebranie Dziennikarskiego Klubu Seniorów odbędzie się we wtorek, 14 października o godzinie 11-tej w Klubie "Krąg".

Wydarzenia

Uchwała Zarządu Głównego SDRP o podniesieniu składek członkowskich

*****

Od kilkunastu dni nasz Oddział Stowarzyszenia ma już własne strony internetowe. Nasza witryna jest dostępna pod adresem www.dziennikarze.poznan.pl

*****

Oświadczenie Prezydium Zarządu Głównego Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej

Warszawa, 26 czerwca 2008.

W cywilizowanym państwie prawa, w którym konstytucja gwarantuje niezawisłość sędziowską, wydane przez sędziego orzeczenie może być zmienione tylko przez wyższą instancję sądową. Jeżeli chcemy, aby tak było w Polsce, nagonka przeciwko Lechowi Wałęsie, która ma miejsce w części mediów, musi zostać surowo potępiona, jako poważne naruszenie dobrych obyczajów, a może nawet art. 232 Kodeksu Karnego, który mówi, że kto przemocą lub groźbą bezprawną wywiera wpływ na czynności urzędowe sądu ” podlega karze. Trzeba bowiem stwierdzić, ze różne bywają formy przemocy, że nie musi to być koniecznie przemoc fizyczna, że presja moralna, mobilizowanie opinii publicznej i tym podobne zabiegi dokonywane w imię rzekomej wolności słowa, mogą być niekiedy o wiele bardziej skuteczne. Wiedzą o tym doskonale reżyserzy obecnej kampanii prasowej.

Dlatego też, jako Prezydium ZG SDRP, zaprotestować musimy kategorycznie przeciwko naruszeniu wymienionych wyżej wymogów kodeksowych przez kierownictwo Telewizji publicznej, które nadając film oskarżający Lecha Wałęsę o współpracę ze Służbą Bezpieczeństwa PRL, zakpiło sobie z procedury sądowej i prawomocnego orzeczenia, przeprowadziło własne śledztwo i ogłosiło wyrok, chociaż nie miało do tego żadnego prawa. Przypomina to najgorsze praktyki lat 1947-1956, kiedy to właśnie prasa, dyrygowana przez odpowiedni wydział KC PPR a następnie PZPR, przeprowadzała swoisty dowód prawdy i wydawała wyrok na długo przed instancją sądową, lekceważąc zasadę domniemanej niewinności.

Nie chcemy powrotu tamtych obyczajów. I nie chodzi wcale o to czy Lech Wałęsa był czy nie był tajnym współpracownikiem. Chodzi o dokonywaną na naszych oczach anarchizację procedur wymiaru sprawiedliwości, o zastąpienie uprawnień sądu lustracyjnego przez politycznych krzykaczy i najemnych propagandystów, niegodnych miana dziennikarzy.

Prezydium ZG SDRP

Korespondencja własna z USA

Drogi Janku i Cała zacna Grupo Starszych,

Obiecałem,że odezwę się ze Stanów i opowiem,w krótkich korespondencjach ,szczególnie o wymarzonej trasie do najstarszego Parku Narodowego na świecie, czyli Parku Yellowstone. Niby to była tylko wewnątrz kraju, ale że nie ma tu żadnych "tanich linii" tylko normalne, które są dodajmy b.drogie, więc z Michigan trzeba było ruszyć dwoma skokami. Pierwszy to z Detroit do Mineapolis, w Stanie Minessota, gdzie ogromne lotnisko pełni dla Stanów podobną rolę jak np. Frankfurt nad Menem w Europie. Wielka, nowoczesna "stacja przesiadkowa" we wszystkich kierunkach. Stamtąd lot do 30-tysięcznego miasta Billings w Stanie Montana, które ma lotnisko jak połowa naszej Ławicy. Specjalność: coroczne Międzynarodowe Konkursy Latawców. Obejrzawszy sobie kilka tych zadziwiających zwycięskich "aparatów", o przedziwnych kształtach, a jednak naprawdę rekordowo utrzymujących się w powietrzu, wyruszamy uprzednio zamówionym wozem o napędzie na wszystkie 4 koła. Wkrótce zrozumiałem dlaczego aż tak silna maszyna jest w takiej wyprawie konieczna.
Kilka godzin jazdy i docieramy do jednej z 4 "Bram Wjazdowych" do Parku Yellowstone, gdzie wita nas znany z literatury, filmów i nawet "Opowieści o Misiu Yogi" - "Ranger" w quasi-kowbojskim "stetsonie" na głowie i z "gwiazdą Szeryfa" na piersi. Jest miły ,rozmowny i pobiera opłate za wjazd do Parku, w kwocie ok.30 dolarów od głowy. Potem kieruje nas do wielu punktów informacji turystycznej, na całej naszej tygodniowej trasie. Dostajemy mapę i foldery na najbliższe atrakcje. W każdym kolejnym punkcie będą na nas czekały następne ilustrowane foldery. Wjeżdżamy więc Wjazdem Północno-Zachodnim i mamy nadzieję tędy wracać...Niestety, ale to we właściwym czasie.

Narazie przekroczyliśmy także granicę Stanu Montana i znaleźliśmy się w Stanie Wyoming. Nawet nie wiemy w jakim miejscu, bo jedziemy urzeczeni widokami z doskonałej szosy, która się wije i wspina na zawrotne wysokości. Park leży bowiem na rozległym płaskowyżu, którego wysokość nad poziom morza to bagatela: 0d 2300-2500 m. nad poziom morza. Do płaskowyżu musimy dotrzeć przez jeszcze o kilka setek metrów wyższe pasmo gór! Czyli, kiedy dotrzemy do Parku będziemy żyli i zwiedzali cuda przyrody martwej i ożywionej, na poziomie, który u nas osiąga tylko najwyższy szczyt tatrzański: Rysy. Droga robi się ciekawa i dlatego, że w pełni czerwca jedziemy tunelem wyciętym w śniegu, wyższym miejscami niż dach solidnego wycieczkowego autobusu.

Spotykamy pracowicie czyszczące drogę, wijącą się "agrafkami", pługi. Na samym najwyżej położonym punkcie widokowym, że wspaniała, zupełnie "alpejską" panoramą "Gór Skalistych", podziwiamy ewolucje śmiałków: narciarzy, ciągniętych przez żagle lotni i robiących zwroty na samej krawędzi śniegowej przepaści.

Po około 5 godzinach jesteśmy w pierwszym punkcie wyprawy. W hotelu, położonym tuż przy tzw. "Mamucich Gorących Źródłach". Jest to niezwykła kaskada spływających wód wielu gorących gejzerów, wypłukujących rozmaite osady z głębi ziemi które tworzą kolorowe tarasy. Wbrew moim oczekiwaniom, nie wszystkie gejzery tryskają fontannami wody, ale wszystkie w różny sposób wypływają, a sposób ich działania to niesłychana różnorodność. Podziwialiśmy tę rozmaitą paletę kolorystyczną, a także popisy dźwiękowe przejawów wulkanicznej działalności na tym największym na świecie terenie, poddawanym erupcjom. Wyprawę na "Mamuty" zostawiliśmy na dzień następny, zadowoleni, że dotarliśmy cali i zdrowi do punktu wypadowego na kilka dni. Hotel piękny i wygodny, a obok zarówno tańszy bar i droższa restauracja i sklepy z pamiątkami, i "Izba Pamiątek". Suweniry w sklepie jednak okazują się w większości "Made in China". Tak, nawet pióropusze szczepu Indian"Szoszonów" i tomahawki innych szczepów doskonale skopiowane są z oryginalnych, a ponieważ wykonane w dalekich Chinach, więc... o wiele tańsze niż te, wyrabiane w pobliskich rezerwatach. Takie jakby małe echo polskiego handlu i cen niektórych artykułów.

P.S. Janku,tam w zdjęciach zamieszczonych,jako przerywniki:śnieg i nasz samochód "terenowy",potem widać lotnię wysoko nad śniegiem,a na trzecim....powinnien być Strażnik Parku...czyli Ranger w kapeluszu ,model"stetson",udzielający wyjaśnień turystom. Pozdrawiam.Rozmieść te zdjęcia,jeżeli będą te o których wspominam,jeżeli nie,to mnie zawiadom.Do spotkania,cześć-Rysiek.

Do spotkania,cześć - Rysiek

Witold de Mezer o sobie

Długa historia mojego życia rozpoczęła się 2 lutego 1924 roku , bo tam moi rodzice - Maria i Kazimierz - z wielkim trudem dobrnęli z Kijowa, rodzinnego miasta mego ojca. Po ukończeniu na Politechnice Warszawskiej rozpoczętych wcześniej, w Kijowie, studiów w 1926 roku ojciec podjął prace, jako inżynier budownictwa, w Poznaniu. Z tym miastem rodzina związała się już na stałe, wiodąc aż do wybuchu II wojny światowej spokojne i względnie dostatnie życie.

Wojna przerwała spokojne życie rodzinne, zmusiła nas do opuszczenia Poznania na ponad pięć lat. Nastał okrutny czas ciężkiej, katorżniczej wręcz pracy, walki o przetrwanie mimo nieustannie grożącego niebezpieczeństwa, spotęgowanego dodatkowo udziałem w ruchu oporu i tajnym nauczaniu. Pracowałem jako ekspedient w sklepie spożywczym, a później w niemieckiej firmie, handlującej końmi i mięsem końskim. Nieoficjalnie na kursach tajnego nauczania przerabiałem materiał licealny, a równocześnie po zaprzysiężeniu w AK zostałem przyjęty na kurs podchorążych. Szkolenie to ukończyłem w 1943 roku, otrzymując stopień kaprala podchorążego. Gorzej powiodło mi się z nauką licealną, gdyż w przededniu zostałem wcielony do przymusowej polskiej służby budowlanej. Pobyt w obozie w Lublinie nie przekreślił współpracy z AK.

W dniu wkroczenia wojsk radzieckich do Lublina oddziały AK w znacznej części ujawniły się, pełniąc służbę patrolową w mieście. Niestety, już po trzech dniach ta działalność skończyła się. Ksiądz kapelan podczas wieczornego apelu ostrzegł, że grozi nam internowanie. W ciągu nocy umknęliśmy poprzez sąsiadujące z zajmowanym przez nas budynkiem ogrody.
W tej sytuacji razem z dwoma starszymi braćmi, uznając, że "najciemniej jest pod latarnią", postanowiliśmy zgłosić się ochotniczo do II Armii WP. I tak trafiłem do 6 Samodzielnego Batalionu Samochodowego. z którym przeszedłem, a raczej przejechałem szlak bojowy z Siedlec aż po Neustadt pod Dreznem.

W maju 1945 roku jednostka moja powróciła do kraju i zatrzymała się w Kicinie pod Poznaniem. Praktycznie byłem w domu, wprawdzie nie tym przedwojennym, na Wildzie, ale na Łazarzu. Zostałem dopuszczony do pierwszej powojennej matury w poznańskim liceum handlowym. Musiałem, zdać tylko cztery przedmioty ogólnokształcące, do których byłem przygotowany już w tajnym nauczaniu.

Końcówka 1945 roku była dla mnie pełna wrażeń:
15 października zostałem zwolniony z wojska i natychmiast podjąłem studia w Wyższej Szkole Handlowej.
1 grudnia rozpocząłem pracę w Zakładach Przemysłu Metalowego im. Hipolita Cegielskiego.
30 grudnia zawarłem w kościele Bernardynów w Lublinie związek małżeński z Barbarą Morawską.

Na początku lat pięćdziesiątych moja sytuacja w pracy nieco się skomplikowała. W HCP podjęto tak zwane inwestycje specjalne Związana z tym weryfikacja ujawniła, że jestem byłym akowcem i do tego bezpartyjnym Ponieważ w czasie ośmiu lat pracy wyrobiłem sobie w HCP dobrą opinię, dostałem rekomendację i pomoc w znalezieniu nowej pracy. Przeszedłem do Zjednoczenia Przemysłu Mięsnego, awansując na stanowisko kierownika wydziału inwestycyjnego. Tam pracowałem kolejne 6 lat.

W 1959 roku w czasie Targów Poznańskich redaktor naczelny "Ekspressu Poznańskiego" zaproponował mi pracę w swej gazecie. Pracę dziennikarską rozpocząłem we wrześniu tegoż roku i wytrwałem niej aż do roku 1990, do emerytury.

W 1971 roku przeszedłem do redakcji "Głosu Wielkopolskiego", a dwa lata później do redakcji tygodnika Wojsk Lotniczych "Wiraże", na stanowisko sekretarza redakcji. W latach 1977 - 1981 pełniłem, funkcję Redaktora Naczelnego dwutygodnika zakładowego "Zycie FSR"
W 1981 roku wróciłem na dawne stanowisko w "Wirażach" i na nim dotrwałem do emerytury.

W okresie pracy dziennikarskiej działałem m.i. w klubach: Publicystów Morskich, Dziennikarzy Ekonomicznych, Dziennikarzy Sportowych i Dziennikarzy Motoryzacyjnych. Byłem członkiem Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a dziś należę do Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej.

W swej pracy zawodowej i w życiu osobistym nie zabiegałem o szczególne zaszczyty i wyróżnienia. Pod tym względem dorobek mój jest raczej skromny. Brałem udział w dwóch konkursach dziennikarskich. W jednym uzyskałem drugą nagrodę za materiał "Narodziny statkowego serca", ws drugim trzecią nagrodę za cykl reportaży "Ludzie z parterowych hoteli". Natomiast w ciągu tak wielu lat mojej pracy otrzymałem sporo odznaczeń. Do najważniejszych zaliczam: Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, Złoty Krzyż Zasługi, Krzyż Armii Krajowej, medale za Odrę i Nysę oraz za udział w walkach o Berlin.
Trudno wymienić wszystkie wyróżnienia i dyplomy, zgromadzone w ciągu 45 lat. Wszystkie one są miłe i zaszczytne. Ja jednak cenię sobie najwyżej to, że gdziekolwiek przyszło mi pracować, miałem wokół siebie ludzi życzliwych i przyjaciół, a przede wszystkim to, że dochowałem się, wraz z nieżyjącą już żoną, wspaniałej rodziny - dzieci, wnuków i prawnuków z których wszystkich bez wyjątku mogę być dumny.

Propozycja regulaminu nagrody im. Zdzisława Beryta

Ustanowienie nagrody im. Zdzisława Beryta - "Prymus Kultury"
Dla młodego dziennikarza, zajmującego się sferą kultury

Postanowienia ogólne

1.

Zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej -Wielkopolska postanowił ustanowić doroczną nagrodę dla młodego dziennikarza, zajmującego się szeroko zakrojoną sferą kultury na łamach prasy czy w radiu i telewizji, bądź w innych publikacjach pozamedialnych, dla których wzorem do naśladowania może być postać zmarłego w lutym br. poznańskiego publicysty Zdzisława Beryta. Nagrodę proponujemy nazwać "Prymus Kultury", co jednak nie oznacza, że nie może być inna.

2.

Kandydat do nagrody wyłaniany jest na podstawie zgłoszeń redakcyjnych, spśród młodych dziennikarzy zajmujących się kultura, jadnak nie przekraczający 30 roku życia. Nagroda jest pieniężna (np. 5.000 złotych) oraz stauetka.

3.

Powołuje się Kapitułę Nagrody im. Zdzisława Beryta - "Prymus Kultury". W jej skład wejdą: członkowie Zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy Rzeczypospolitej Polskiej”Wielkopolska; redaktorzy naczelni poznańskich mediów, lub upoważnieni przez nich ich przedstawiciele; przedstawiciele Wydziałów Kultury Województwa i miasta Poznania; przedstawiciele pozostałych stowarzyszeń dziennikarskich; przedstawiciele uczelni, kształcących dziennikarzy; przedstawiciele instytucji kulturalnych, bądź promujących działalność kulturalną.

4.

Organizacją uroczystości wręczania nagrody (zawsze w lutym każdego roku) oraz całością spraw organizacyjnych zajmuje się Zarząd Stowarzyszenia Dziennikarzy RP ” Wielkopolska.

5.

Do Zarządu należy gromadzenie środków na nagrodę i koszty organizacyjne uroczystośći, w tym także projekt statuetki i jej wykonanie.

Cele i środki działania

6.

Podstawowym celem jest promowanie młodych dziennikarzy, którzy obrali drogę zawodową w sferze kultury, a także celem jest jak najszersze popularyzowanie wszelkich form działalnośći kulturalnej (także edytorskiej).

7.

Redakcje zgłaszją kandydatów do 15 grudnia danego roku. Wkrótce po tym terminie zbiera się Kapituła na swym pierwszym posiedzeniu dla wstępnego zapoznania się z kandydaturami oraz ich publikacjami (dla kandydatów z radia i telewizji obowiązuje ich rekomendacja, omawiająća treści programów). Kapituła dokona także akceptacji projektu stauetki.

8.

Przewodnictwo Kapituły sprawuje przewodniczący Zarządu Stowarzyszenia Dziennikarzy RP ” Wielkopolska. Do Zarządu należy także wybor sekretarza Kapituły.

9.

Nad poszczególnymi kandydaturami Kapituła prowadzi dyskusję, a następnie dopuszcza do drugiej tury 10 najlepszych. Każdy z członków Kapituły posiada jeden głos. W przypadku równej ilości głosów, decyduje glos przewodniczącego. Również podczas drugiego posiedzenia (najpóźniej 15 stycznia) obowiązuje podobny system głosowania, już tylko na jednego nominowanego.

10.

Członkowie Kapituły pełnią swoje obowiązki społecznie, nie pobierają z tego tytułu żadnego wynagrodzenia

11.

W następnych latach sklad Kapituły uzupełnią kolejni laureaci.

Zapowiedzi

Następne zebranie Dziennikarskiego Klubu Seniorów odbędzie się we wtorek, 14 października o godzinie 11-tej w Klubie "Krąg".




Copyright 2008-2015 by LT Media Net