Numery: 55 54 53 52 51 50 49 48 47 46 45 44 43 42 41 40 39 38 37 36 35 34 33 32 31 30 29 28 27 26 25 24 23 22 21 20 19 18 14 13 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01
Lista członków klubu

Numer (18) luty - marzec 2011

Spotkanie 8 lutego

Gościem kolejnego zebrania Dziennikarskiego Klubu Seniora - w lutym 2011 roku – był dr Antoni Szczuciński, przewodniczący Komisji Kultury Rady Miasta Poznania.

Zaproszony gość, który jest pracownikiem naukowym Uniwerytetu im. Adma Mickiewicza w Poznaniu i znanym, wieloletnim działaczem społecznym, zaprezentował zebranym kilka wybranych problemów z życia kulturalnego mista i regionu. Mówił o sytuacji w teatrach poznańskich, o pracy klubów i zespołów artystycznych, o dzxiałalności środowisk twórczych. Podkrerślając stosunkowo dobrą sytuację, jeżeli chodzi o peercepcję kultury poznaniakówe, o czym świadczy – na przykład – wysoka frekwencja w teatrach, czy w kinach, zwrócił też uwagę na pewne niedomagania w ich funkcjonowaniu.

Dr Antoni Szczuciński podzielił się z zebranymi także swymi odzczuciami na temat sporów i waśni w środowiskach twórczych, nadmiernego – jego zdaniem – parcia na budżet miasta i nie zawsze właściwego korzystania z otrzymywanego wsparcia finansowego. Rzutuje to niekorzystnie na wizerunek Poznania, jako miasta, które niedawno przegrało rywalizację z innymi ośrodkami o miano Europejskiej Stolicy Kultury w 2016 roku.

Zabierający głos w dyskusji członkowie Klubu – m.i. przewodniczący Ryszard Podlewski, Maria Stengert, Stefan Mroczkowski, Janusz Marciszewski – mówili o nowej inicjatywie środowisk twórczych Poznania: zwołania regionalnego Kongresu Kultury. Pytano o pracę Komisji Kultury Rady Miasta Poznania, o jej współpracę z Urzędem Miasta, o wysokośc nakładów na działalnośc kuluralną itp.

Prelegent odpowiedział na wszystkie pytania, zapowiadając, że chętnie spotka się ponownie z członkami DKS jeszcze w tym roku. Zebrani przyjęli tę odpowiedź z zadowoleniem.

Spotkanie 8 marca


Kwiaty i upominki dla pań

Uroczysty przebieg mialo comiesięczne zebranie Dzienikarskiego Klubu Seniora (d. Zespołu Starszych Dziennikarzy SDRP) w Klubier Osiedlowym "Krąg" w Poznaniu. Ponieważ odbywało się w dniu 8 marca – od dawna uważanym za Międzynarodowy Dzień Kobiet – szczególnie uhonorowane zostały koleżanki dziennikarki.

Przewodniczący Klubu – redd. Ryszard Podlewski – na wstępie złożył paniom serdeczne życzenia wszzelkiej pomyślności w życiu, a przede wszystkimdobrego zdrowia i katywnego zaangażowania w pracę zespołu dziennikarzy – seniorów. Do życzeń dołączył się kierownik Klubu Osiedlowego "Krąg", Janusz Heller. Obaj panowie nastepnie obdarzyli panie kwiatami i upominkami. Była to czekolada – ze środków własnych zespołu, oraz... podkolanówki, ufundowane przez kierownictwo Klubu "Krąg".

Na stole – do kawy lub herbaty – znalazły się pączki, tradycyjnie spożywane przez poznaniaków nie tylko w "tłusty czwartek", ale i w "Ostatki", czyli ostatni dzień karnawału.

Zebranie upłynęło w serdecznej atmosferze./ Wspominano obchodzy nia Kobiet w minionych latach,. Mówiono o potrzebie kontynuowania dobrej tradycji i eliminacji politycznych naciskówe, niezgodnych z duchem czasu.

Atrakcyjnym uzupełnieniem zebrania w Dniu Kobiet była interesująca prelekcja red. Jana Zgaińskiego na temat podróży na Karaiby.


Tradycyjny ćwiartek


24 marca, w czwarty czwartek miesiąca odbyło się tradycyjne spotkanie dziennikarskie w "Monidle", przy ulicy Matejki. Tym razem było ono liczniejsze, niż zazwyczaj. Jak zwykle wypełniły je wspominki i anegdoty, ale najwięcej czasu poświęcono na omówienie bieżacej sytuacji na studiach dziennikarskich. Okazuje się, że na kierunkach dziennikarskich studiuje tysiące młodych ludzi, choć szanse na zatrudnienie w wybranym zawodzie w Poznaniu maja dwie – trzy osoby rocznie. Fakt ten wywołał dłuższą dyskusję – dlaczego młodzież płaci spore sumy za studia, wiedząc, że szanse na jego uprawianie są tak nikłe?

Jan Kurek


Mieć swoje miejsce na ziemi

Nasz kolega dziennikarz, Feliks Biłos, skończył niedawno 85 lat i – wzorem wielu podobnych sobie – napisał wspomnienia. To pogmatwane, wzruszające losy człowieka, zawarte w literackiej narracji, historia awansu społecznego ambitnego i wrażliwego chłopaka z podkarpackiej wsi.

Jeśli z czegoś Feliks był dumny, to z tego, że ta wieś Królówka była kiedyś królewska i jej historia sięga XIV wieku. I że w tejże wsi urodził się cztery wieki później Kazimierz Brodziński, poeta i krytyk literatury polskiej. Innych powodów do dumy nie było. Bo czy można się chwalić, że pasało się krowy, że buty zakładało się tylko do kościoła i do szkoły?

A ze szkołą też były kłopoty. Nie dlatego, że Feliks był złym uczniem. Wręcz przeciwnie, wzorowym. Ale po „powszechniaku” trudno było kontynuować naukę. Szkoły były odległe, w Nowym Wiśniczu czy Bochni, a ojcu nie starczało na czesne. W domu było jeszcze siedmioro dzieci.

Dramaty wojny ominęły Królówkę, choć zostawiły ślady. W pamięci pozostały groźne lata walk partyzanckich, w tym działań banderowców. Koniec wojny był dla 19-letniego młodzieńca problemem – co robić? Jak potoczą się jego losy w nowych warunkach? Niebawem przygarnął go jeden z krakowskich zakonów. Życie było tam pracowite, spokojne i uregulowane, ale „brat Feliks” po półtora roku zrzucił habit. Chęć dalszej nauki wyrwała go zza klasztornych murów.

Dzięki stypendium skończył szkołę średnią, przez jakiś czas był nauczycielem, a potem został studentem Uniwersytetu Jagiellońskiego. Dziennikarstwo wybrał przypadkiem, niewiele jeszcze wiedząc o tym zawodzie. Trafił w dziesiątkę, to było to. Po dyplomie otrzymał przydział pracy do Poznania i pozostał w nim do dziś.

Całe dorosłe zawodowe życie Feliksa związane było z dziennikarstwem - od reportera w Głosie Wielkopolskim, do wiceszefa w Gazecie Poznańskiej. W Poznaniu założył rodzinę, ale nigdy nie zerwał serdecznych więzów z Królówką i bliskimi z Podkarpacia. To przecież stamtąd pochodzi.

Sto lat, Feliksie!

Zofia Dohnke

WARTO PRZECZYTAĆ O PRASIE nad „Wartą”, czyli:

Janusza Marciszewskiego życie bogate i nasycone anegdotą w książce pt.”Warto było to przeżyć” Dziennikarskie plotki i anegdoty. Poznań luty 2011.

Jak dobrze, że świetny gawędziarz i zasłużony poznański dziennikarz-Senior, podróżnik i działacz społeczny wreszcie, sfinalizował swoje obietnice pisarskie. Uzyskaliśmy bowiem barwną, niesłychanie interesującą kronikę życia, którego wystarczyłoby na osnowę kilku chyba filmów fabularnych!. Senior Janusz, zawsze pogodny i chętnie opowiadający o swym barwnym życiu i wyprawach, które podejmował nie zawsze z własnej woli, lecz rzucany losem Polaka czasu okupacji hitlerowskiej, wreszcie zdecydował się na wydanie w jednym tomie, tych dwóch tomów, które powinien napisać oddzielnie. Jest radość czytania tych opowieści snutych w potoczystym i giętkim stylu, ale pozostaje ochota poznania w formie bardziej rozbudowanej, tutaj tylko zaznaczonych szkicowo wątków.

Cóż to za skromny i ciepły autor wprowadza nas w swoje życie od dzieciństwa w ukochanej dzielnicy Poznania- Wildzie, przez młodość, w którą brutalnie wkroczyła II Wojna Światowa, po epizody z pracy dziennikarskiej, w którą, jak twierdzi, również rzucił go… przypadek.! W ogóle tych przypadków było wiele, a wszystkie zaciekawiają i wzbudzają nie tylko podziw, ale i zasłużoną sympatię do Autora.

Trudno streszczać taką książkę, bo ona ma właściwe tempo i nastrój w każdym, kolejnym fragmencie życiorysu z sercem i niezawodną pamięcią snutym. Wciągają czytelnika opisy wszystkich okresów biograficznej opowieści. Barwami narracji wielkiego Optymisty. Okres okupacji to już z pewnością kanwa do jednego z filmów, opartych na tej skromnej przecież wypowiedzi. Wystarczy, że uparty „Janio”, jak zwykli go nazywać liczni przyjaciele, aż trzy razy uciekał z niewolniczych robót w Rzeszy do pobliskiej Szwajcarii, by wylądować wreszcie w upragnionym polskim wojsku. Coś jakby się czytało dzieje swego rodzaju „prototypu” …Franka Dolasa, bohatera filmu „Jak wywołałem II Wojnę światową”. Za opis różnych okresów w ciągu ponad 50 lat pracy w prasie poznańskiej, atmosfery koleżeńskich relacji między dziennikarzami, trzech różnych gazet, w jednym budynku słynnego „Domu prasy” przy Grunwaldzkiej 19, wdzięczni mu będą wszyscy. I koledzy i czytelnicy pamiętający wielu popularnych autorów tekstów, czytanych na łamach: „Expressu Poznańskiego”, „Głosu Wielkopolskiego” i „Gazety Poznańskiej”. Trzy gazety w jednym mieście wojewódzkim! I komu to przeszkadzało? Nikomu. Sam znałem takich, którzy kupowali rano „Głos’, popołudniu „Express”, a przecież jeszcze przymusowo abonowali „najwłaściwszą… ”Gazetę”! Dzięki tym opowieściom poznajemy też zadziwiające wędrówki dziennikarzy z jednej gazety do drugiej, co znaczyło tylko przeprowadzkę” z biurka na jednym piętrze na inne, raz w górę, raz w dół. Plotki i anegdotki , zbierane o kolegach ze wszystkich gazet i pism, wydawanych po II Wojnie w Poznaniu, tu spotykają się wreszcie na tym jednym piętrze: Pamięć Autora. Dowiadujemy się w tym miejscu o historiach zabawnych, często odbywających się w oparach napojów wyskokowych. Ale dziennikarz, podobno jak policjant, a dzieje się tak na całym świecie (sic.), po wyczerpującej pracy musiał mieć , a chyba i dziś mieć musi… chwilę relaksu. Kiedy trudno było o piwo, musiała wystarczyć „czysta”... W anegdotycznej formie ożywają postaci wręcz legendarnych „żurnalistów” i ich szefów. Spotykamy bohaterów Marciszewskiego i w miłym nastroju śledzimy nieznane, a przez niego ze swadą i życzliwością spisane epizody, o których nikt nie słyszał, a to doskonały atut: zaglądamy za kulisy warsztatu pracy tych, którzy zazwyczaj piszą o innych. Dzisiaj możemy poczytać , jakby w sympatycznym rewanżu właśnie o nich! Za to będą wdzięczni Januszowi całe kolejne pokolenia pracowników mediów. Pełniących swą służbę i wypełniających prawdziwie swą misję , w o ileż odmiennych warunkach, czy długo jeszcze w ogóle w czymś co przypomina zadrukowane płachty papieru?. Tu trudno być wróżem… Dzięki Ci Janio.

Ryszard Podlewski

Relacja z podróży na Karaiby


Zespół Starszych Dziennikarzy SDRP w Pznaniu, funkcjonujący od ponad roku jako Dziennikarski Klub Seniora przy Klubie Osiedlowym "Krąg" Spółdzielni Mieszkaniowej "Grunwald", kontynuuje tradycję zebrań, poświęconych relacjom dzieniikarzy z ich podróży zagranicznych.

Po interesujących relacjach dziennikarzy – członków Zespołu: red. Ryszarda Podlewskiego ze Stanów Zjednoczonych, red. Mieczysława Skąpskiego z rosyjskiej Syberii, red. Józefa Mozia z Chin oraz red. Kamili Placko-Wozińskiej z pobytu w Chile wraz z zespołem artystycznym Politechniki Poznańskiej – przyszła pora na kolejną prezentację przestawioną przez red. Jana Zgaińskiego. Kolejną, bo wcześniej opowiadał on zebranym o swoich wojażach do krajów Azji i Afryki, w tym do Indii, Nepalu, Dubaju i Indonezji.

Tym razem red. Jan Zgaiński mówił o podróży na Karaiby. W wielce interesujący sposób – ilustrując swe wypowiedzi filmem, fotogradfiami, mapami – przedstawił zarówno uroki podróży w ten odległy zakątek świata, jak i pobytu na kilku wyspach tego regionu. Szczególnie wiele uwagi poświęcił Florydzie, w tym wizycie w amerykańskim ośrodku kosmicznym im. Kennedego. Nawiązał też do histortycznych korzeni tego regionu, do wpływów europejskich, których ślady są nadal widoczne szcszególnie w nazwach wysp, trwałych obiektów świeckich, czy sakralnych.

Po relacji wywiązała się dyskusja, w której pytano o szczegóły, lub też uzupełnieno relację prelegenta własnymi refleksjami. Bylo to bardzo interesujące zebranie.

Józef Mozio


Copyright 2008-2015 by LT Media Net