Numery: 55 54 53 52 51 50 49 48 47 46 45 44 43 42 41 40 39 38 37 36 35 34 33 32 31 30 29 28 27 26 25 24 23 22 21 20 19 18 14 13 12 11 10 09 08 07 06 05 04 03 02 01
Lista członków klubu

Numer (10) kwiecień 2009

Nasze spotkanie

14 kwietnia 2009 r. w klubie "Krąg" odbyło się comiesięczne spotkanie Dziennikarskiego Klubu Seniora. Z powodu nieobecności prezesa, Witolda de Mezera, przewodniczył jego zastępca, Antoni Antkowiak.

Początek zebrania był burzliwy. Redaktor Maria Polcyn zgłosiła szereg różnych pretensji. Nie uzyskała poparcia zgromadzonych, ale to nie powstrzymało jej od wysuwania kolejnych zastrzeżeń, przy czym dość trudno było się zorientować, o co jej chodzi.

Wytworzyła się nerwowa atmosfera, wezwania do przerwania głośnej dyskusji pozostawały bez echa. W tej sytuacji zebranie, na znak protestu, opuścił redaktor Ryszard Podlewski. Niebawem w jego ślady poszła redaktor Maria Polcyn. Wówczas atmosfera ulegała uspokojeniu.

W zasadniczej części zebrania wysłuchaliśmy prelekcji pana Jerzego Babiaka, przewodniczącego Rady Osiedla "Łazarz" na temat historii spółdzielczości mieszkaniowej w Polsce. Okazało się, że pierwsze w naszym kraju spółdzielnie powstały właśnie w Poznaniu Na początku lat dwudziestych zbudowano duży kompleks domów na ulicy Śniadeckich, który obecnie jest częścią spółdzielni "Grunwald". Prelegent mówił również o przemianach, jakie zaszły w poznańskich spółdzielniach po 1989 roku, kiedy do nich powróciła pełna samorządność. Odpowiadał też na wiele pytań, gdyż, jak się okazało, większość członków naszego klubu to członkowie tej spółdzielni.

Na zakończenie postanowiono odbyć przed przerwą urlopową jeszcze dwa spotkania, majowe i czerwcowe. Jeżeli będzie to organizacyjnie możliwe, zaplanowano też wyjazd na majówkę w związku z czterdziestoczteroleciem klubu, założonego w 1965 roku.

Nasi goście

Jerzy Babiak jest wieloletnim działaczem spółdzielczym i społecznym. Obecnie sprawuje funkcję przewodniczącego Rady Osiedla "Łazarz" Spółdzielni Mieszkaniowej "Grunwald" oraz członka jej Rady Nadzorczej. Jest doskonałym znawcą prawa spółdzielczego i historii spółdzielczości mieszkaniowej w Polsce. Szczególnie interesuje się historią poznańskich spółdzielni mieszkaniowych


Jubileusz - okiem jubilata

Zgodnie z poznańską zasadą, nazywaną często przez tych, którzy Poznaniaków nie znają... skąpstwem, a my wiemy, że to po prostu rozsądna oszczędność, odbyła jednocześnie potrójna Uroczystość, w szacownej sali "Biblioteki Raczyńskich" przy Placu Wolności w Poznaniu. Poświęcono ją osobie naszego Kolegi - Dziennikarza i Satyryka - Ryszarda Podlewskiego. Były to:

  1. Wręczenie statuetki "Hipolita" Towarzystwa im. Hipolita Cegielskiego, wraz z tytułem:"Lider Pracy Organicznej",
  2. Promocja nowego tomu 780 aforyzmów z cyklu:"Notatki MYŚLI-wego" oraz
  3. Uczczenie 55-rocznicy jego debiutu satyrycznego w "Głosie Wielkopolskim".

Tom zawiera aforyzmy w języku polskim i angielskim, zaś tłumaczką całości jest Córka Jubilata, Joanna Podlewska-Ely, mieszkająca od lat 19 w Stanach Zjednoczonych. Absolwentka I Liceum im. Karola Marcinkowskiego, studiowała kolejno: na Akademii Medycznej w Poznaniu, potem w Wayne State University w Detroit, następnie w Oakland University w Rochester w Stanie Michigan, wreszcie w roku 2008 uzyskała tytuł: Doctor PT of Health Sciences Uniwersytetu w Bostonie,Stan Massachusetts.

W reportażu fotograficznym, ofiarowanym Jubilatowi i Koledze z TVP-Poznań, red. Małgorzata Derwich, obecnie pracująca w Departamencie Kultury Urzędu Marszałkowskiego w Poznaniu przedstawiamy kolejne etapy Uroczystości. Imprezę prowadzili: Anna Elżbieta Zalewska (ZLP) oraz Edmund Dudziński (T H C).

Aforyzmy z tomu "Notatki Myśli-wego" - czyli "Notes of Thoughts Hunter", czytali w trzech językach: po polsku (Autor), po angielsku (Tłumaczka) i po niemiecku (Prowadząca).
Statuetkę wręczyli Przedstawiciele Kapituły Towarzystwa im. H. Cegielskiego: Prof.dr. Józef Orczyk, red. Jerzy Błoszyk oraz dyr. Edmund Dudziński.
Sala na I Piętrze Biblioteki Raczyńskich, wypełniona była do ostatniego miejsca, atmosfera pełna ciepła, a Jubilatowi odśpiewano wspólnie "Sto lat".
Patronat medialny zapewniły : TVP Poznań i Radio Merkury - Poznań.

Trzecią już swoją satyryczną książkę dedykował Ryszard Podlewski przez przeszło godzinę, przyjmując gratulacje m.in. od Gości, przybyłych z Niemiec, Czech i USA.
Ponieważ wiele jest pytań o możliwość nabycia nowej Książki Jubilata, podajemy (trochę po kumotersku), najpewniejszy adres: Księgarnia "Domu Książki" im. A. Mickiewicza przy ulicy Gwarnej w pobliżu "Okrąglaka", I piętro.

Na koniec może warto zacytować jeden, ale chyba aktualny, autoironiczny aforyzm Jubilata: "Na Jubileusz nie trzeba wcale zasłużyć, wystarczy po prostu... dożyć!"
Drugi brzmi: "Jubileusze warto obchodzić... z daleka".


W czasie Uroczystości Jubileuszu Koledzy Poeci i Satyrycy odczytali swego rodzaju panegiryki na cześć nagrodzonego HIPOLITEM i tytułem "Lidera Pracy Organicznej":

Do Ryszarda Podlewskiego
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~

Czas, gdyś jest młody - powoli ciecze,
ale jak szybko mija półwiecze!

Nie tak znów dawno w awangardzie -
a dziś nestorem jesteś, Ryszardzie!

Więc imiennikiem moim potrójnie
jesteś od dzisiaj - tak to rozumiem:

jak nestor pióra - z pióra nestorem,
co zapisali słów stosy spore,

ja Ryszard twardy - z drugim Ryszardem,
których nie zmogły cenzury żadne -

i dzisiaj w gronie mogę cię witać
zdobywców nagrody "HIPOLITA"!

Ryszard Danecki
Poznań 16 kwietnia 2009
Biblioteka Raczyńskich.

  NA CZWARTEK LITERACKI RYSZARDA PODLEWSKIEGO
==============================================

DO OCZU LEJĄ SIĘ WZRUSZEŃ ŁEZKI,
BO OTO CZWARTEK MA RYŚ PODLEWSKI!
GOŚCILI KPIARZE U KRÓLA STASIA,
A DZIS ZA STOLEM MISTRZ RYSZARD ZASIADL,
KTORY SERWUJE NAM ŻARTY Z ŻARCIEM,
ZA CO GO DRANIE TĘPIĄ ZAŻARCIE.
RYSIEK SIĘ NIE DA , BO TO JEST TWARDZIEL,
WIĘC LUD CIĘ KOCHA, MISTRZU RYSZARDZIE!
CHOĆ PRZEMIERZAŁEŚ ŚWIAT Z "GWOŹDZIEM W BUCIE",
NIE POSKĄPIŁEŚ LUDOWI UCIECH!
TWOIM KOMPANOM I PRZYJACIOŁOM
PRZY PEŁNYCH FRASZKACH BYLO WESOŁO,
A WIĘC TEŻ CHCIAŁBYM WZNIEŚĆ MIODU PUCHAR,
ŻEBY OD UCHA SIĘ ŚMIAĆ DO UCHA!
WIESZ CO NAS CIESZY WIESZ, CO NAS BOLI,
A PATRONUJE CI MISTRZ HIPOLIT
I CHOCIAŻ NIE MA JUŻ HIPOLITA
TY NAM UŚMIECHU NIESIESZ KAPITAŁ!
OSTRZEM SATYRY KŁUJESZ, NASZ BARDZIE,
BOWIEM ŚMIECH SZCZERY CENISZ NAJBARDZIEJ !
ZBÓJNIKIEM JESTEŚ , DROGI RYSZARDZIE!!!
DBAJĄ WIĘC O TO DRUHOWIE CZUJNI,
ŻEBYŚ MÓGŁ DZIAŁAĆ JAKO ROZBÓJNIK!
+ + + + + + + + +
OTO ZBÓJNICKA JEST BOROVICKA:
PIJ JĄ I SMAKUJ! CHŁEPTAJ I CYCKAJ !

LECH KONOPIŃSKI
Poznań, 16. IV. 2009 r.

Tyle znani Poeci Poznańscy ,a Jubilat był wyraźnie wzruszony...

Ryszard Podlewski

Wspomnienie o Edmundzie Pacholskim

Edka poznałam zaraz pierwszego dnia mojej pracy w Rozgłośni Poznańskiej Polskiego Radia. Naprzeciw wejścia do pokoju redakcyjnego, w którym miało być miejsce także dla mnie - zobaczyłam siedzącego przy biurku pana w jasnobrązowym golfie w norweski, czy też zakopiański wzór. I do dziś nie wiem, co wtedy bardziej przykuło moją uwagę - ów szykowny sweter, czy cała postać jego właściciela.

Dopiero przy powitaniu zobaczyłam jak przystojny jest redaktor Edmund Pacholski i jak pasuje do jego szczupłej sylwetki i wysokiego wzrostu ubiór, który tego dnia miał na sobie. Gdy w dodatku moje onieśmielenie skwitował ciepłym żartem - wiedziałam, że trafiałam dobrze i przestałam się bać.
Bo Edek taki właśnie był. Dowcipem, uśmiechem i przyjaznym słowem rozładowywał różne napięcia i trudne sytuacje, których w naszej codzienności dziennikarskiej nigdy nie brakowało. Tylko czasami jego dowcip zatrącał o ironię, ale wtedy można było zobaczyć na jego twarzy ostrzegawczy ruch brwi i marszczenie czoła.

Redaktor Edmund Pacholski z wykształcenia był prawnikiem. Do radia trafił pod koniec 1949 roku po paru niezbyt przyjemnych epizodach zawodowych w okresie wczesnego PRL-u. Zajął się tematyką sportową i szybko zdobył popularność jako sprawozdawca. z zawodów piłki nożnej,boksu, koszykówki i kolarstwa.
Jego charakterystyczny głos znali kibice tych sportów z anteny poznańskiej i ogólnopolskiej - należał bowiem Edek do ówczesnej czołówki dźwiękowego dziennikarstwa sportowego. A że był w tym naprawdę dobry, świadczy fakt, że wyjeżdżał także na międzynarodowe, zagraniczne imprezy - czego, nawiasem mówiąc - trochę mu zazdrościliśmy. Opowiadał potem o swoich wrażeniach i przygodach tą swoją piękną, barwną polszczyzną i pełnym emocji głosem.
Głos Edka - już w innym sensie - bardzo się liczył w naszym dziennikarskim zespole - i nie tylko. Wszystkie zmiany na plus, jakie następowały po roku 1953 i 1956, a przede wszystkim uporczywe i wygrane starania o mianowanie na stanowisko redaktora naczelnego Stanisława Kubiaka, w więc "kogoś z nas" to zasługa naszej "starszyzny". Edek należał w tych zabiegach do najbardziej aktywnych.

Smutno i pusto zrobiło się w naszej rozgłośni, gdy w połowie lat siedemdziesiątych Edek odszedł na emeryturę. Nie chciał już przychodzić do nas, rozżalony na formę i czas tego rozstania, a my - zajęci codzienną gonitwą pomału przyzwyczajaliśmy się do jego nieobecności.

Zostawił nam - oprócz najlepszych wspomnień - doniczkowe rośliny na parapetach redakcyjnych okien, bo kwiaty, ich rozmnażanie i pielęgnowanie były jego ulubionym hobby i zajęciem dla relaksu i radości oczu.

Redaktor Edmund Pacholski, nestor dziennikarstwa sportowego zmarł w lutym 2004 roku w wieku 90 lat. Żył więc długo, czy za krótko? Na takie pytanie nie ma właściwej odpowiedzi.

Urszula Lipińska

Korespondencja własna z USA


Odcinek VII podróży po Parku Yellowstone USA, opisanej przez Ryszarda Podlewskiego.

Streszczam się teraz z konieczności: W parku Yellowstone warto zobaczyć jeszcze: wijącą się meandrami rzekę :"Snake River", czyli "Wężową", gdzie podziwiamy wylegujące się na brzegu, oraz spokojnie nurkujące bobry,wreszcie jezioro Yellowstone do którego rzeka wpływa kanionem, by nagle zaskoczyć nas spadającym nurtem z wysokiej skały imponującego wodospadu o tej samej nazwie. Tu jest właśnie miejsce zwane :"Artistic Point", bo wodospad przyciąga swoją niezwykłością setki,czy nawet tysiące turystów każdego dnia. Artyści już w 19 wieku utrwalali piękno tej kaskady, walącej z szumem i hukiem w przepaść kanionu. Dziś widać tylko błyski fleszy setek aparatów cyfrowych z zabezpieczonych solidnymi barierami chodników, które otaczają to cudo natury. Mieniące się zaskakującymi barwami ściany kanionu są unikalnym zjawiskiem przyrodniczym, na szczęście pieczołowicie chronionym przed turystami, zbieraczami:" kamiennych pamiątek". Mieliśmy szczęście trafić tam w dzień słoneczny i ciepły. Prawdziwie wygrany to los na" loterii pogodowej".

Ruszamy na południe Parku, żeby przebyć jego granice, ale także by w Parku "Grand Teton", przyległym do Yellowstone zobaczyć z bliska wielkie Jezioro Jacsona, leżące u stóp najwyższego tutaj pasma Gór Skalistych - :"Grand Tetons". "TITONY" przypominają mi trochę sytuację naszych TATR, czyli tez jakby wyspy wysokich szczytów w Karpatach.

Wyprawa szlakiem od poziomu jeziora , będącego wspaniałym miejscem dla żeglarzy, wioślarzy i wędkarzy - tylko parę kilometrów w górę, ku ośnieżonym majestatycznym szczytom, wkrótce wybija nam, starszym członkom wycieczki, myśl o drapaniu się wyżej. Młodzi w dobrym obuwiu turystycznym i ciepłym odzieniu wyruszyli znacznie dalej, ale i oni natknęli się na tak wysokie ściany śniegu, że po sfotografowaniu zwierzątka, przypominającego do złudzenia naszego tatrzańskiego, bardzo czujnego świstaka, zeszli w dół. I dobrze zrobili, bo oto nagle zaczął sypać gęsty, mokry śnieg... Przypominam, była to już połowa czerwca!

Nocujemy nad jeziorem w hoteliku, należącym do Miejscowego Portu Żeglarskiego, wybudowanego tuż na brzegu głębokiej zatoki jeziora. Tam dowiadujemy się, że nazwę "Grand Teton" nadali tym potężnym górom... frywolni kanadyjscy Francuzi, a Amerykanie przetłumaczyli ją nieco purytańsko na "Great Titans", a więc na Wielkie Tytany". Tymczasem Kanadyjczycy, moim zdaniem całkiem celnie, sądząc po kształcie najwyższych szczytów , określili je jako:... "Wielkie Cyce"!

Rano kierujemy się ku miastu, które nazwano dla uczczenia wielkiego "pogromcy bizonów" - Buffalo Billa" jego prawdziwym nazwiskiem :"CODY". I tu znów warto wspomnieć kolejne zabawne nieporozumienie, płynące z niesłychanego braku znajomości obcych języków wśród Amerykanów (do dziś zresztą zauważalne u tych, dla których liczy się tylko angielski: "...to inni niech się uczą angielskiego , nam wystarcza nasz:... "światowy"!). A więc słynny bohater, noszący przezwisko "Buffalo Bill", którego nie tylko ja, ale wszyscy chyba moi rówieśnicy, oglądali w filmach i książeczkach w stylu obrazkowych opowieści, całkowicie wydumanych, miał nawet fałszywy ...pseudonim. Znany na całym świecie zabójca bizonów - teraz byłby zresztą przestępcą, zwalczanym przez ekologów całego świata - w swoich czasach był... bohaterem , dodajmy: bardzo bogatym. Był mistrzem marketingu, utalentowanym sprzedawcą mitów, pierwszym, który zarobił fortunę na reklamie... noszonych przez siebie kapeluszy marki "Stetson". To on przecież stworzył słynny, objazdowy "Cyrk Buffalo Billa" z popisami pseudo-kowbojów, miotaczy lassem, jeźdźców na tresowanych koniach, oraz zadziwiających, niefałszowanych strzelców i to płci obojga. Cyrk cieszył się kolosalnym powodzeniem także w Europie. My natomiast tutaj oglądaliśmy w miejscowym muzeum pistolety i karabiny jak również monety, przestrzelone przez tych utalentowanych rewolwerowców- zatrudnionych od razu przez Cody'ego jako "Gwiazdy Cyrku".

Ale wróćmy do pseudonimu Billa: otóż: "buffalo" to... bawół,czyli zwierzę afrykańskie, i podobnie jak nasz żubr jest on tylko krewniakiem... bizona. Bill nie zabił ani jednego bawołu, ale bizonów wymordował - podobno - dziesiątki tysięcy. Chyba więc winien nazywać się "Bison Bill", ale widać w niczym to przodkom Amerykanskich Pionierów nie przeszkadzało...

Ślady gigantycznych morderstw zwierzyny są w mieście CODY widoczne zaraz przy wjeździe. Oto duży Park Miejski ma 4 wielkie bramy, zmyślnie ułożone z... poroża łosi, jeleni i bizonów. U wejścia zaś do skansenu :"Miasteczko Dzikiego Zachodu", złożonego z autentycznych domów, pościąganych z rozległych terytoriów utworzono olbrzymią piramidę z samych rogów zwierzęcych. Budowane były te westernowe miasta całkowicie z drewna, a więc miały ściany z potężnych belek, ale z małymi okienkami i były kryte gontem.

W nastrój tych czasów miało nas zapewne wprowadzić przejście obok imponującej, prawdziwej piramidy z poroża ubitej tutaj zwierzyny - pomnik ofiar traperów i strzelców, przemysłowo zabijających stada na stepach Zachodu. Trzeba było przecież wyżywić tysiące robotników, budujących drogi i szlaki kolejowe ze Wschodu USA na Zachód...Farmerów w tych czasach jeszcze niestety na tych terenach nie było... Byli za to zabijacy i różne typy spod ciemnej gwiazdy, zlatujące się na łatwą, choć krwawą robotę. W skansenie są :domy mieszkalne, jest typowy sklep "Grand Store", jest apteka i warsztaty: siodlarzy, fryzjerów, szewców, rusznikarzy i jest wreszcie autentyczna knajpa, na ścianach której pokazuje się dziury po kulach rewolwerowych - świadectwo rozlicznych burd i mordów.

Oglądaliśmy tam wreszcie, na samym skraju miasteczka - skansenu: cmentarz "Obrońców Prawa". Leżą tu zabici w walce z przestępcami szeryfowie i ich zastępcy, noszący kiedyś na piersiach słynne srebrne, czy złote gwiazdy. Jest nawet mogiła pewnej żony szeryfa, zamordowanej przez bandytę, który zbiegł z więzienia i w ten sposób dokonał zemsty. Pociesza wieść, że wkrótce i jego dosięgła kula męża - mściciela...

Ciekawe i poruszające jest to, że na cmentarzu tym do dziś urządza się z wielkim rozmachem w asyście kamer , setek przedstawicieli prasy itp uroczyste pogrzeby doczesnych szczątków "stróżów prawa" z okresu zdobywania "Dzikiego Zachodu". Znajduje się je, rozsiane na ogromnych terenach wielu Stanów .Pochowano ich kiedyś tam gdzie padli...ale na szczęście jakoś oznakowano i zapamiętano. Teraz niektóre mogiły są przez sponsorów z różnych stron Ameryki bardzo pięknie zdobione, a często stoją na nich wielkie rzeźby i tablice...

W pogrzebach bohaterów filmów, w których wcielili się znani aktorzy z Hollywood, biorą zawsze udział oni sami, co widać na zdjęciach w "Sali Pamięci". Odtwórcy otrzymują także zaszczytne prawo niesienia wraz z innymi trumny do nowego grobu. Ładny to i całkiem wzruszający obyczaj, muszę przyznać.

I tyle z tej niezwykłej podróży, o której można by przecież jeszcze ...długo ...długo.

Ryszard Podlewski


Copyright 2008-2015 by LT Media Net